RELACJE

Rozstań i powrotów czas nie stracony

„Związek matki z dzieckiem jest tragiczny i paradoksalny” pisał z właściwą sobie powagą Erich Fromm. „Wymaga ze strony kobiety jak najintensywniejszej miłości i to właśnie ona ma dziecku pomóc wyswobodzić się od rodzicielki, by stało się w pełni niezależnym osobnikiem”. Proces ten ma swój ważny początek w przedszkolu.


Pewnie każda matka chciałaby ułatwić dzieciom dobry start w samodzielność. I są takie, które metodycznie zabierają się do tego przed maturą, gromadząc dla nich mądre rady, książki i bawełnianą wyprawkę. Rozsądniejsze zaczynają 18 lat wcześniej od zasobów emocjonalnych, dbając o kluczowe momenty rozwoju pociechy. Jednym z nich są pierwsze doświadczenia rozstania mamy i przedszkolaka. Jak to zrobić, by skutecznie wesprzeć dziecko, gdy rusza po raz pierwszy w świat społeczny, by jednocześnie nie przedobrzyć i mu nie przeszkodzić? I… by samemu czuć się nieźle? To sztuka – można powiedzieć – cyrkowa, bo po pierwsze, nie obowiązują tu sztywne reguły, a po drugie, jak mawiał Mały Książę „tylko dzieci wiedzą, czego szukają…”. Pierwsze dni w przedszkolu to wasz test i chrzest bojowy.

Obserwacja zamiast reguł

Na jednym z forów portalu Babyboom.pl dla mam kilkulatków, im bliżej jesieni, tym więcej niepokoju wokół tematu rozstań. „Czy jeśli drze się, trzymając mnie kurczowo za nogawkę spodni, to mam prawo zostawić go wśród obcych?”, „Po ilu minutach powinien przestać płakać, gdy wyjdę?”, „W jakim dokładnie wieku maluch gotowy jest do przedszkola?”, „I ile godzin może w nim spędzać dwuipółlatek a ile czterolatek?” Szukamy gotowych rozwiązań, recept, norm. Wertujemy książki w poszukiwaniu właściwych wzorców postępowania z pociechą, biegamy do psychologów. Brakuje nam często pewności siebie jako mamom i zaufania do własnej intuicji. A to nie tędy droga, bo pierwsze dni dziecka pod opieką instytucji to ogromna zmiana dla niego, rodziców, dla dobrostanu domu. I tyle, ile rodzin, tyle scenariuszy:

– Nie da się sformułować uniwersalnej instrukcji obsługi małego człowieka. Bo statystyki i badania naukowe są zimne i nie dają chwytających za serce rozwiązań. A takich potrzebuje ta sytuacja – wyjaśnia psycholog rozwojowy Radosław Kaczan. – Nie ma reguł. Czasem do przedszkola gotowy jest niewiele ponad półtoraroczny berbeć, innym razem prawie czterolatek. Trudno dziś obronić, opisywaną w psychologii etapowość rozwoju dziecka, bo ten – raz naturalnie przyśpiesza, innym razem naturalnie zwalnia. Możemy za to ćwiczyć umiejętność uważnej obserwacji malucha. Bycia z nim „tu i teraz”. Podążania za jego wolą i za emocjami. To nam wyznaczy dobry kurs i podpowie co robić.

Chcąc zadbać o gładką adaptację w przedszkolu warto zapewnić dziecku wcześniejsze…

doświadczenie w rozłące

…z domem i bycia wśród rówieśników. Służą temu świetlice, kluby malucha, animacje dla dzieci podczas wyjazdów wakacyjnych, a przede wszystkim dni adaptacyjne w przedszkolu, które wybraliśmy dla syna czy córki. Warto tworzyć w rodzinie pozytywny, a może nawet zabawny klimat wokół tych zdarzeń.

– Wskazane jest stopniowanie rozłąki i warto zacząć trening minimum 6 miesięcy przed pełnowymiarowym np. 7- czy 9-godzinnym rozstaniem z dzieckiem – uważa pedagog dr Marta Majorczyk, wykładowca w Collegium Da Vinci w Poznaniu, doradca rodzinny w poradni psychologiczno-pedagogicznej przy Uniwersytecie SWPS. – Zostawmy najpierw malca z obcymi w nowym miejscu na godzinę, przy kolejnej okazji na dwie, potem trzy. Przyglądajmy się jak nas potem wita. Czy z uśmiechem, czy obojętnie, może z obrazą. To istotniejsze od tego, jak nas żegna, bo w chwili rozstania negatywne emocje bywają czymś naturalnym.

Przygotowanie do rzeczywistości przedszkola to też zdobycie umiejętności, bez których wśród gromady rówieśników trudno. Być może twoje dziecko płacze, gdy chcesz zostawić je w pod skrzydłami cioci-przedszkolanki, bo dzień wcześniej czuło się tam źle, nie potrafiąc zapiąć bucików, umyć ząbków, zjeść zupy łyżką albo samodzielnie zdjąć spodenek w ubikacji, jak inne dzieci. Warto, by trening samoobsługi dziecka trwał kilka miesięcy, ale jeśli twoja pociecha jest już w przedszkolu, szybko nadrabiajcie zaległości. Proces ten pomogą przyspieszyć edukacyjne książeczki, jak choćby „Zuzia idzie pierwszy raz do przedszkola” czy „Kajtuś w przedszkolu”, które opowiadają jasno, jakie wyzwania czekają dziecko, gdy nie ma w pobliżu mamy i jak tym zadaniom praktycznie sprostać.

Najgorsze jest wyręczanie pociechy. Nie uczy się od razu? Nie wyjmuj jej z rączki łyżeczki. Poczekaj. Usiądź obok, weź swoją i zacznij jeść. Dzieci czasem nie słuchają starszych, ale zawsze ich naśladują. A matka – jak pisał niemiecki filozof Hegel – jest geniuszem dziecka.

Rytualne czary

Dla nikogo nie jest tajemnicą, że dzieci uwielbiają codzienne rytuały. Daje im to poczucie bezpieczeństwa i pomaga rozumieć upływ czasu. I na tym fakcie jako rodzice możemy sporo ugrać.

– Zanim zacznie się przedszkole, dowiedzmy się jak dokładnie jak będzie wyglądał harmonogram dnia malucha. Kiedy podwieczorek, o której drzemka, spacer. Zsynchronizujmy działania domowe z przedszkolnym porządkiem dnia – radzi dr Marta Majorczyk. – Przyzwyczajajmy dziecko do rytmu, z jakim za chwilę będzie miało do czynienia. A gdy przedszkole już się rozpocznie, utrzymajmy ten sam program działań podczas weekendów w domu. Warto też chodzić do przedszkola tą samą drogą. Codziennie. A jeśli pierwszy dzień w placówce jeszcze przed nami, nie zaszkodzi przez kilka dni oswajać dziecko z trasą, spacerując nią i tworząc przyjemne z nią skojarzenia.

Sposób pozostawiania kilkulatka pod skrzydłami przedszkolnych opiekunek nie jest bez znaczenia: – Nie możemy żegnać się z nim na czas, co chwila zerkając na zegarek – mówi psycholog Radosław Kaczan. – Ważne, by poświęcić tym chwilom maksimum uwagi. I zaangażowania. Poczekajmy aż dziecko włoży kapciuszki. Dajmy mu czas na oswojenie się z sytuacją. Czasem wystarczą 3 minuty, innym razem 10, ale z drugiej strony – nie przedłużajmy pożegnań. Jeśli czujemy, że nasza obecność pogłębia frustrację czy lęk dziecka, łagodnym głosem poinformujmy je, w jakim momencie harmonogramu dnia po nie wrócimy, pożegnajmy się czule, powoli usuńmy się z pola widzenia i w spokoju idźmy w swoją stronę. Po południu zaś dotrzymajmy słowa.

– Zabieranie do domu malucha, gdy przeraźliwie płacze to najgorsze, co możemy zrobić w tej sytuacji. Bo będzie coraz trudniej – przestrzega dr Majorczyk. – A żeby do tego nie dopuścić, mama musi…

poradzić sobie z własnym niepokojem.

Słynny aktor amerykański, który użyczył głosu wielu postaciom popularnych kreskówek Edward Asner, gdy świętował pojawienie się jego gwiazdy w Hollywoodzkiej Alei Gwiazd powiedział przed kamerami: „wychowywanie dzieci to cudowna radość, ale i partyzantka zarazem”. Lepiej nie zaprzeczaj. Za to, jak każdy partyzant rozpraw się ze swoimi lękami, zanim pójdziesz na akcję. Jeśli tego nie zrobisz, twoje dziecko wchłonie twoje drżenie i frustrację niczym gąbka, po czym da im wyraz w drodze do placówki. Malcy bowiem czasu nie liczą, mają go więc dość na wnikliwe ciebie obserwacje.

– To jest niespokojny czas. Trudny. I bardzo istotny. Trzeba to po prostu przyjąć – mówi Radosław Kaczan. – Jeśli już zdecydujemy się na konkretne przedszkole, podejdźmy z zaufaniem do personelu. I do całego procesu. To bardzo ważne. Dziecko z pewnością wyczuje, jeśli będziemy wątpić i stresować się, oddając je w obce ręce. W przedszkolu pracują przecież kompetentni specjaliści, a nie przypadkowe osoby. Ważne też, by matka zdała sobie sprawę, że rozłąka jest nieunikniona, naturalna. Że dziecku nie dzieje się krzywda. A jeżeli płacze, gdy ona oddala się, świadczy to na ogół pozytywnie o głębokiej więzi z rodzicem.

Zdaniem dr Marty Majorczyk, ważne, by po podjęciu decyzji o przedszkolu zamknąć temat. Nie rozmawiać już z rodziną, nie roztrząsać tematu z koleżanką:

– Warto też popracować nad własnym językiem tak, by nie zdradzał dziecku ukrytych wątpliwości – wyjaśnia. – Pozostawiając je pod opieką pań, nie mówmy przypadkiem „ależ nie bój się, wszystko będzie dobrze”. Nie próbujmy go też przekupywać ani szantażować. Nie mówmy „jeśli grzecznie zostaniesz, to dostaniesz batonika”. Możemy malca nagrodzić, gdy będziemy go odbierać z placówki, ale nie możemy tego zapowiedzieć. Niech nam się też nie wyrwie sformułowanie „już możemy iść do domu”. Bo to „już” zdradzi nasze nastawienie do rozłąki. Powiedzmy dziecku raczej „teraz możemy iść”. A jeżeli mimo wszystko trudno nam zapanować nad emocjami, przekażmy zadanie odprowadzania dziecka do przedszkola ojcu. Tatusiowie zazwyczaj odnoszą na tym polu większe sukcesy. I… nie jest to bynajmniej stereotyp.

Tekst ukazał się w miesięczniku „Zwierciadło”