RELACJE

Jak uprawiać przyjaźń?

Budowanie głębokiej relacji jest jak misterne wyplatanie koszyka. Musisz umieć się zatrzymać, poświęcić czas, mieć cierpliwość i zaangażować się w szczegóły, by powstało coś pięknego. A warto, bo NIC + PRZYJACIELE = MNÓSTWO CZEGOŚ.

Czy masz choć jedną, a maksymalnie trzy osoby, z którymi podzieliłbyś się uczuciami w chwili załamania? Odnajdujesz w pamięci ludzi, którym możesz złożyć niespodziewaną wizytę bez potrzeby usprawiedliwiania się? Potrafisz wskazać tych, z którymi spędzasz czas na śmiechu, rekreacji i zabawie? Istnieje ktoś bliski spoza rodziny, kto pożyczy ci pieniędzy, gdy będziesz potrzebować lub pomoże ci w sposób praktyczny, gdy zajdzie konieczność? Autorem pytań, diagnozujących kondycję naszych bliskich relacji, jest autor książki „Sztuka przyjaźni” psychoterapeuta i pastor amerykański Alan Loy McGinnis. Warto je sobie zadać.

Należysz do szczęśliwców, którzy na większość pytań odpowiedzieli twierdząco? Prawdopodobnie zachowałeś umiejętność pielęgnowania związków, obdarzania ich troską, miłością i uwagą. Jednak jeśli dominują u ciebie negatywne odpowiedzi, najpewniej straciłeś zręczność w sztuce przyjaźni. Być może skupiłeś się na własnym samorozwoju, zarabianiu pieniędzy, zbawianiu świata. Może schowałeś się w domu w lęku przed innymi albo bez opamiętania poświęciłeś się obowiązkom rodzinnym, nie bacząc na przyjaciół. A to właśnie oni pomogą ci dostrzec chwile szczęścia, pokazując ci, czym jest bliskość. Zapewnią ci odpoczynek od zwyczajności. Zaakceptują wszystko to, co chciane w tobie i nie chciane. Staną się lustrem, w którym twój świat nabierze przyjaznych kształtów, by mógł być na nowo pokochany.

Sednem przyjaźni jest wzajemna życzliwość, możliwość polegania na sobie, dzielenia się ze sobą przeżyciami i wzajemna odpowiedzialność za siebie dwóch osób. Wszystkie te aspekty – już zdaniem starożytnych Epikurejczyków – niosły ze sobą potencjał uniesienia, nieporównywalny z żadna inną rozkoszą. Amicycja to wbrew pozorom wcale nie koleżanka z dużym biustem, jak to żartował satyryk Leszek Niedzielski w kabarecie „Elita”. Ale jedna z najbardziej cenionych w historii, pracochłonnych i szczęściodajnych cnót. Chciałbyś się w niej zrealizować? Jak wszystko, co wartościowe, nie spadnie z ci nieba.

 

Ustal co jest najważniejsze

Tworzenie przyjaźni według badań CBOS jest istotną wartością zaledwie dla co dziesiątego mieszkańca naszego kraju. Bo pojawiło się na świecie do naszej dyspozycji wiele atrakcyjnych wartości konkurencyjnych. Rozwój, rozrywka czy wygoda nie są niczym zdrożnym ani złym. Potrafią współcześnie nadać życiu rytm i treść. Mogą też uszczęśliwiać. Jednak nie są to wartości więzotwórcze. Bo zamiast pobyć z kimś razem, idziesz na zakupy. Zamiast poświęcić czas czyjejś sprawie, zwierzeniom, zamykasz się w swoim wyścigu po złote runo w postaci doktoratu, podwyżki czy awansu. Wspaniale. Tyle, że robisz to solo, więc na końcu swojej ścieżki również pozostaniesz sam. Będziesz świętował w gronie obojętnych ci osób albo we własnym towarzystwie, bo gdy nie masz przyjaciół, twój sukces nikogo oprócz ciebie szczerze nie ucieszy.

– Uczucia szczęścia nie da się na dłuższą metę generować samodzielnie – twierdzi psycholog Violetta Nowacka z poradni psychologicznej SELF Przyjazne Terapie w Poznaniu. – Jeśli o naszym powodzeniu wie przyjaciel, a my mamy świadomość, że cieszy się nim, odczuwamy radość na znacznie głębszym poziomie. Kilkakrotnie dłużej też utrzyma się ona w naszym ciele.

Może więc zanim pozostawimy przyjaźń na trzecim planie życia, warto wejrzeć w swój system wartości, nazwać każdą z nich i uszeregować je według kryterium ważności. A potem zadać sobie uczciwie pytanie, które z nich rzeczywiście są dla mnie istotne. I z ręką na sercu przyznać na ile faktycznie odzwierciedlamy je w życiu.

Zdecydowałeś, że chcesz przyjaźni? Przypomnij sobie, jak ją uprawiać. Panuje obiegowa opinia, że podwaliną bliskich relacji są wspólne rozrywki, podobne poglądy, te same zainteresowania intelektualne czy sportowe. Słyszymy wokół, że wielkie znaczenie ma ilość wspólnie spędzanego czasu, wzajemne obdarowywanie się przysługami czy prezentami. Tymczasem to tylko dodatki do autentycznej przyjacielskiej relacji. Bo jej niezachwianym filarem zawsze była i jest …życzliwa wymiana uczuć.

 

Wiążę się, bo czuję

Od początku dziejów przyjaźń uważana była przez filozofów za niezbędną do życia. Arystoteles na przykład wyróżniał jej trzy rodzaje. Pierwszą – opartą na przyjemności, drugą – na pożytku i trzecią – na tzw. dzielności etycznej, czyli …na cnocie. Ten trzeci rodzaj relacji przyjacielskiej szanował i uznawał za właściwy, bo tylko ukierunkowana na dobro drugiego człowieka, a nie na korzyści wynikające z obcowania z nim, miała dla niego wartość. Współczesna psychologia wniosła do tej definicji jeszcze jeden istotny aspekt. Głęboko emocjonalną naturę przyjaźni. Staje się ona bowiem autentyczną więzią tylko wtedy, gdy potrafimy dedykować jej sens uczuciom. Mówi się, że smutek dzielony z drugą osobą jest połową smutku, a radość dzielona z kimś jest podwójną radością. Ta sentencja to instrukcja jak budować rusztowanie dla przyjaźni.

Wbrew pozorom mniej ważne, jak często się spotykacie i czy lubicie te same filmy. Drugoplanowe czy blisko siebie mieszkacie i czy zaliczyliście w życiu podobny zestaw doświadczeń. Nie zaprzyjaźnisz się z nikim naprawdę, jeśli nie zaczniesz dzielić się swoimi dobrymi i złymi uczuciami. Ani jeśli nie nauczysz się być odbiorcą dobrych i złych uczuć, którymi ktoś zechce się z tobą podzielić. Wszystkie dobre nawyki przyjaźni, które warto kultywować wynikają z tej prawdy.

 

Otwarcie po wsparcie

Kobiety i mężczyźni, zapytani o definicję przyjaźni, określają ją używając różnych słów. I tak… panie mówią o powiernictwie i zaufaniu, panowie zaś o towarzystwie osoby, którą lubią. Panie o dzieleniu się troskami i sprawami dnia codziennego, panowie – o tych, z którymi od czasu do czasu zagrają w tenisa:

– Dzielenie się uczuciami kobietom przychodzi łatwiej. Przekonanie o tym, że troski warto trzymać w sobie i nie obciążać nimi innych, nie służy przyjaźni – mówi Violetta Nowacka. – Jeśli chcemy ćwiczyć umiejętność kształtowania bliskich związków, nauczmy się prosić o wsparcie. Zgłośmy się do przyjaciela i zapłaczmy. To właściwa reakcja. Rzucanie się w wir zakupów, morderczej pracy, ekstremalnych przygód, zamykanie się w sobie w kącie, z butelką, przed telewizorem i czekanie, aż sam się zorientuje – to błąd. Wbrew pozorom przyjaciel nie czyta w twoich myślach. Otwarte zwracanie się do niego ze swoim bólem… to cnota.

Nie chcesz odreagowywać złych emocji na innych? Sęk w tym, że samo odreagowanie nie jest niczym złym. Najważniejsze, by robić to w kontakcie z drugą osobą, a nie jej kosztem. „Zaproś przyjaciela do swojej złości, do swojego smutku. Pozwól, by się w nich rozgościł, pobył z nimi. Z tobą. Zrozumiał, współodczuł. Powiedz mu, jak ci źle, patrząc mu prosto w oczy. Bez oporów, wstydu, owijania w bawełnę. A przyjdzie oczekiwana ulga” pisze Alan Loy McGinnis w „Sztuce przyjaźni”.

A kiedy załamany przyjaciel zapuka do ciebie? Ważne są dwie rzeczy. Pierwsza – znaleźć czas dla niego wtedy, gdy tego potrzebuje, a nie po pracy, w sobotę, a może za dwa dni. Zatroskane serce kogoś bliskiego czeka na ciebie. Nie pozwól, by cierpiało. Druga – gdy już dojdzie do spotkania, nie przechodzić od razu do znajdywania gotowych rozwiązań.

Uprawianie cnoty przyjaźni to przede wszystkim wewnętrzna zgoda, że część twojego życia oddajesz bliskiej osobie. Określony czas, energię, uwagę, które nie będą już należeć do ciebie. To koszt. Gotowość do bycia dla drugiego człowieka. Cena za stabilność i szczęście w bliskości. Sztuką jest też współtworzenie z kimś przestrzeni, w której powie wszystko co zechce. Wyrazi uczucia, z którymi do ciebie przyszedł. Zwerbalizuje je, a zarazem wypowie je ciałem w postaci łez, czy zaciśniętych pięści. Prawdziwy przyjaciel nie przerwie drugiemu w połowie, wysłucha i pomieści w sobie, co usłyszał. I dopiero potem zdecyduje się powiedzieć „jak bardzo ci współczuję”. Przytuli. Pocieszy.

– Czasem popełniamy błąd przechodząc od razu do praktyki pomagania, wymyślania scenariuszy rozwiązań. A umiejętność uważnego słuchania, okazywanie zrozumienia dla wszelkich uczuć, nie przerywanie czy dotyk, bywają cenniejsze. Dają poczucie uwolnienia. To bardzo realna pomoc – uważa Violetta Nowacka. – Podrzucanie przedwcześnie gotowych recept nie pomaga rozładować emocji. Ale gdy to już się stanie… podpowiadanie rozwiązań bywa niezbędnym etapem spotkania z przyjacielem w potrzebie, szczególnie gdy jest mężczyzną. Dla panów pomysł na „następny krok” bywa warunkiem koniecznym, by spełnili się w bliskim kontakcie. Paniom wystarcza czasem ukojenie uczuć.

 

Za rękę po jasnej stronie

Od lat krąży przysłowie, że „prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie”. Ale wielu ma odmienne zdanie. Paulo Cohelo dokonał solidnej rewizji tego przekonania. W powieści „Zahir” słusznie stwierdził: „Prawdziwi przyjaciele to ci, którzy są przy tobie, gdy dobrze ci się wiedzie. Dopingują cię, cieszą się z twoich zwycięstw. Fałszywi pojawiają się tylko w trudnych chwilach. Ze smutną miną, niby solidarni, podczas, gdy tak naprawdę twoje cierpienie jest pociechą w ich nędznym życiu”.

Prawdziwy oddany kompan zjawi się przy tobie w obu sytuacjach. Zapraszanie go do swojej radości, odnajdywanie energii i czasu, żeby z nim świętować własne sukcesy to jeden z elementów praktyki dobrej przyjaźni. Warto wcielić go w codzienność. Istotą więzi są emocje, więc wspólne oblewanie podwyżki, zmiany pracy, nowego mieszkania, zażegnania zmartwień, nie spełni swojej roli, jeśli na tym poprzestaniesz. Spełni – jeśli podczas wspólnego wyjścia całym sobą wyrazisz radość ze swojego sukcesu w obecności towarzysza. I jeśli zadedykujesz mu ten sukces.

Dzielenie się dobrymi uczuciami bywa dla niektórych tak trudne, jak wyrażanie tych, uważanych za złe. Chwal się. Bez wstydu czy zażenowania. Doceniaj siebie pełnymi zdaniami. Odważnie pokaż, jak cieszy cię twój sukces. I jak ważne jest, że możesz go dzielić z taką osobą. Twój przyjaciel poczuje się wtedy jego współtwórcą. Nie odbieraj mu tego. Pewnie w jakiejś części faktycznie nim jest. Okaż mu wdzięczność za to, kim się dla ciebie stał i doceń jego wkład w twój dobrostan. Wprost. Prostymi słowami. Szczerze, co nie znaczy, że ze śmiertelną powagą. W tym tkwi zbliżająca wartość wspólnego świętowania. Wbrew pozorom nie w wysokości rachunku za drinki ani w liczbie okrzyków szczęścia podczas spotkania.

Wiele poradników na temat przyjaźni rozpisuje się na temat rytuałów, jak konieczność regularnych spotkań w określonym miejscu czy sprawianie bliskim dziękczynnych upominków. Jak twierdzi Violetta Nowacka, nie jest to złym przyzwyczajeniem, jednak pamiętajmy, że tak, jak żaden rytuał pozbawiony emocjonalnego przeżycia, tak i sam prezent nie zacieśni więzów przyjaźni. Uczyni to zaś wypowiedzenie naszych podziękowań z otwartym sercem, patrząc towarzyszom w oczy.

A jeśli to przyjaciel jest tym, któremu się powiodło i zaprosił cię do świętowania?

Sztuką, którą możesz ćwiczyć, jest zaangażowanie w jego radość. Umiejętność kibicowania mu, cieszenia się jego szczęściem, gratulowania mu, okazywania podziwu. Bez żalu. Udawania. Ale jeśli zamiast dobrych uczuć poczujesz wtedy zawiść czy złość, znaczy to, że mógłbyś najpierw zmienić siebie, zanim sięgniesz po praktykę bliskości. Nic bardziej nie zniszczy plonów przyjaźni niż twoje złe myślenie o sobie samym.

 

Artykuł opublikowałam w miesięczniku „Zwierciadło”