WYWIAD: SEKSUALNOŚĆ

Michael Randolph o odblokowaniu przyjemności

O męskim i damskim orgazmie, jego braku i nauce odczuwania. O naturze rozkoszy i poczuciu spełnienia. O afrykańskich biodrach i europejskich zbrojach rozmawiam z brytyjskim psychoterapeutą pracy z ciałem Michaelem Randolphem.


mierzejewska.eu

 

Wyobraża sobie Pan, że jedna piąta współczesnych Polek nie wie co to orgazm z mężczyzną, a 35% par twierdzi, że ma niesatysfakcjonujący seks?

Wyobrażam sobie. Tak, jak w całym świecie zachodnim. Taka kultura, takie czasy.

 

Jaka kultura? Przecież erotyczna swoboda wszechpanuje…

Co z tego, skoro nie towarzyszy jej szacunek dla ciała? Istnieje mnóstwo cywilizacji, które zawiązały się i rozwinęły wokół kultury erotycznej. Persowie, Hindusi, Chińczycy, Japończycy… zawsze byli bardzo świadomi roli swojej seksualności. Orgazm nie jest tam absolutnym priorytetem, a dla wielu tamtejszych mężczyzn ważniejsze jest dążenie do osiągnięcia go wspólnie z kobietą. Nie dążą do zaspokojenia siebie w pierwszej kolejności

To nie było jednak nigdy myślenie Zachodniego świata. Do lat 20. i 30. XX wieku ani w Europie, ani w Stanach Zjednoczonych praktycznie nie zajmowano się seksualnością. Temat był tabu. Do czasów Freuda znalazło się zaledwie może kilka odważnych dusz, głównie pod koniec XIX wieku, które przebąkiwały o seksie w kontekście praw kobiet. Ale mówiły za cicho.

 

Nawet gdyby mówiły głośniej, prawo do przyjemności pewnie nie zagwarantowałoby nam wszystkim jej odczuwania…

I tak i nie. Normy społeczne sprawiają, że kobietom trudniej mieć orgazm. Sugeruje się im, że to grzech albo że będzie grozić im jakieś niebezpieczeństwo, jeśli zechcą doświadczyć w pełni swojej seksualności. Zamykają się. Mimo, że na powierzchownym poziomie dzisiejsza kobieta wydaje się być otwarta na erotykę, w głębi jej duszy pokutują odziedziczone po matkach czy babkach ograniczające przekonania. Z resztą seksualność dziewcząt ogranicza się nie tylko poprzez przekonania, ale też fizycznie ingerując w ich ciało, a konkretnie genitalia. Przecież na półwyspie arabskim czy w wielu krajach Afryki Środkowej dokonuje się obrzezania. W naszej kulturze z kolei mężczyźni nie dają kobietom czasu na doznania. Spieszą się. Tylko w społeczeństwach, w których zachęca kobiety do odczuwania przyjemności z seksu, orgazm jest w pełni dostępny. Sporo też prawdy w tym, że społeczne prawo do rozkoszy nie wystarczy.

 

Mówiłeś o szacunku i uwadze dawanym ciału. Sam jesteś psychoterapeutą pracującym w nurcie „praca z ciałem”.

Tak. Twórcą psychoterapii poprzez ciało był uczeń Freuda – Wilhelm Reich. Napisał słynną „Funkcję orgazmu”. Ale tak naprawdę to nie była wcale książka o orgazmie, tylko o tzw. potencji orgazmicznej.

 

Brzmi tajemniczo…

Reichowi nie chodziło o to, żeby jego pacjenci potrafili szczytować, ale o to, żeby seks był dla nich głębokim doświadczeniem emocjonalnym. I dzięki pracy z nim rzeczywiście nieprawdopodobnie poszerzali wachlarz swoich fizycznych doznań. Zresztą… nie był jedynym, który przekonywał, że „dobre łóżko” to niekoniecznie świetnie opanowana technika, ale przede wszystkim swobodny dostęp do własnej uczuciowości. Również Freud sądził, że bez ekspresji emocji seks nie może być spełniony.

 

Jaki pomysł na spełniony seks ma psychoterapia poprzez ciało?

Pamiętaj, że Reich wymyślił teorię „character armor” czyli „zbroi charakteru”. Twierdził, że współcześni ludzie żyją w stresie, który na poziomie biologicznym nieustannie wprowadza ich ciało w stan walki bądź ucieczki. Skutek to chronicznie skurczone, a co za tym idzie napięte mięśnie. Tworzą one charakterystyczną twardą zbroję, chroniącą przed przeżywaniem uczuć w swobodny i pełny sposób. Kiedy Reich mówił o orgazmie, miał na myśli głębokie cielesno-emocjonalne doświadczenie. Żeby mogło się ono stać naszym udziałem, musimy zrzucić ten krępujący nas gorset.

 

U kobiet tak samo to działa, jak u mężczyzn?

Podobnie. Jesteśmy jedynym gatunkiem, u którego samica ma orgazm. Wszystkie samce go odczuwają, bo z ewolucyjnego punktu widzenia coś musi ich zachęcać do zapładniania. Jednak samice w świecie zwierząt nie czerpią przyjemności ze zbliżenia.

Kobieta ją odczuwa, bo to ewolucyjnie wypracowana, biologiczna zachęta, cementująca związek z mężczyzną. Dzięki niemu możliwe staje się wspólne wychowywanie dzieci. Kobiety rozwinęły w sobie zdolność odczuwania orgazmu w drodze ewolucji.

 

Po czym niekoniecznie mają do niej dostęp… Jak mogą odnaleźć pełnię przyjemności fizyczno-emocjonalnej?

Człowiekiem, który stworzył chyba najbardziej znany nurt psychoterapii poprzez ciało, czyli bioenergetykę jest Alexander Lowen, uczeń Reicha. Uważał, że w napiętych mięśniach można znaleźć klucz do chronicznych emocjonalnych i seksualnych blokad. A blokady mają źródło w umyśle. I to umysł wywiera nieustającą presję na ciało. Ściskamy żołądek albo kulimy się w sobie, usztywniamy czy blokujemy nogi. Skurcze mięśni, deformacje postawy stają się chroniczne. Mężczyźni zachodnich kultur muszą na przykład trzymać się prosto, bo tak wypada. Nie mogą też zbyt zamaszyście kręcić biodrami. Ale już Afrykańczycy mają znacznie luźniejszą miednicę. Wyobrażam sobie, że w Polsce w okresie międzywojennym żołnierze musieli prężyć się jak struna. Stali sztywno, z wypiętą piersią, co nie pozwalało im swobodnie się poruszać. Chodzili może jak prawdziwi oficerowie, ale nie jak istoty seksualne. Sztywność staje się z upływem lat przewlekła. Sztywni ludzie wychowują potem w podobny sposób swoje dzieci. Kiedy są małe, słyszą „musisz być czysty”, „musisz wziąć kąpiel”, „nie dotykaj się tam”, „musisz się modlić”, „nie możesz się tam dotykać”, „nie możesz się wiercić”. Gdyby nie wychowywanie w podobny sposób od dziecka, bycie napiętą struną przez dwa lata wojska nie musiałoby zaszkodzić.

 

Jakie są konsekwencje takiego wychowania?

Dziecko usztywniając swoją naturalną grację ruchów, staje się na stałe odcięte od naturalnego przepływu impulsów w ciele. Od swoich emocji i doznań. Jednym z założeń bioenergetyki jest wartość swobodnego przepływu energii witalnej wzdłuż ciała od stóp do głów. Kiedy tłumimy nasze emocje – zazwyczaj dlatego, że rodzice nie dali nam pola do ich swobodnego wyrażania – nasza zbroja układa się w charakterystyczne pierścienie, zaciskające kolejne fragmenty naszego ciała. Niektóre z nich „martwieją” w taki sposób, że nie jesteśmy w stanie ich poczuć, rozluźnić. W tych miejscach pojawiają się rozmaite dolegliwości, a potem nawet choroby…

 

W których miejscach tworzymy te pierścienie?

Często wyróżnia się siedem. Wokół oczu – ludzie marszczą wtedy brwi, kurczą czoło. Drugi pierścień może tworzyć się wokół ust i szczęki. Trzeci wokół gardła – głos może stać się wtedy wysoki i piskliwy. Czwarty wokół klatki piersiowej, kolejny wokół brzucha, szósty wokół przepony – wtedy zaczynamy płycej oddychać. Nie rozluźniamy przez to dołu brzucha. Blokujemy tam silne emocje, jak agresję, pasję i seksualność. Ostatni pierścień tworzy się wokół miednicy.

 

Zaciskanie przepony odcina nas od doznań seksualnych?

Między innymi, ale nie tylko. Obecność każdego z pierścieni zabiera nam jakiś fragment przyjemności, którą moglibyśmy poczuć. I znieczula kolejną emocję. Przepona jest o tyle ważna, że w przeciwieństwie do innych ssaków używamy jej nie tylko do oddychania, ale też do mówienia, czyli komunikowania się. Wtłacza powietrze w górę sylwetki tak, abyśmy mogli zwęzić je w gardle i użyć do wykreowania głosu. Przepona wibruje po to, żeby powstawały słowa, które na przykład teraz wypowiadam do ciebie. Jeśli ktoś zaciska przeponę, można to poznać. Mówi wtedy brzuchem, w głosie takiej osoby wyczuwa się gniew. Taka osoba w dzieciństwie mogła np. doświadczać ze strony rodzica obrzydzenia czy złości. Nieakceptację rodzica czuje się potem w swoim ciele. Niekochane dzieci zamykają się. Mogą mieć w przyszłości problem z wyrażaniem siebie i z ekspresją seksualną.

 

Gdy kobieta usztywnia ciało, nie ma orgazmu. Ale u mężczyzny chyba trudno o coś takiego… Jaki rodzaj dysharmonii odczuwa?

Wbrew pozorom różnice naprawdę nie są duże. Często mężczyźni podobnie jak kobiety odczuwają wątłe orgazmy, wcale ich nie satysfakcjonujące. Mają wytrysk, ale nie mogą zaangażować się w akt seksualny. Konsekwencją jest przedwczesna ejakulacja. Psychoterapia ciała może wtedy pomóc, choć to trudne. Powtarzam mężczyznom, by unikali mechanicznego podejścia do seksu. Z drugiej strony przesadnie mistyczne podejście też nie jest dobre. Wyjaśniam im, że sposób poruszania się w łóżku z partnerką to jedno, ale równie ważne jest pragnienie głębokiego uczucia w kontakcie z nią. Podniecenia, które nie jest zbyt szybkie i gwałtowne. Przedwczesny wytrysk jest bardziej skomplikowanym problemem niż większość ludzi uważa. Nie jest łatwo się go pozbyć. Często pytam pacjentów, czy dużo czasu poświęcają kobiecie przed penetracją. Odpowiadają „nieeee, od razu przechodzę do rzeczy”. Nic dziwnego, że kobieta okazuje zniechęcenie, a mężczyzna w odpowiedzi szybko kończy.

Klucz to długa, zaangażowana gra wstępna.

 

Są kobiety borykające się z odwrotną sytuacją. Ich partnerzy mają wytrysk opóźniony.

To mniej częste, ale łatwiej poddaje się terapii. Może być konsekwencją wielu różnych rzeczy. Gdybym pracował z kimś takim, zapytałbym, czy ma taki sam problem, gdy się masturbuje. I poprosiłbym, żeby się zastanowił, czy przypadkiem tego, co mówi na terapii, nie usłyszał od swojej kobiety. Często tak się właśnie dzieje. A kiedy się martwisz niezadowoleniem partnerki, trudno się dobrze bawić.

 

O co mogą zapytać siebie kobiety tęskniące za przyjemnością na 100%?

O to, jak się czują we własnym ciele. Akceptować swoje ciało to podstawowa sprawa. Ale dziewczynce bywa z tym trudno, bo przechodzi przemianę w kobietę dość szybko. Chłopcy zostają mężczyznami znacznie wolniej. I są aktywni seksualnie na długo przed tym, zanim faktycznie zmężnieją. Tymczasem panie potrafią w ciągu pół roku z małej dziewczynki przeistoczyć się w Marilyn Monroe. Niektóre kompletnie nie wiedzą co z tym zrobić. Czują się ze sobą niewygodnie i niezręcznie. Ważne, by kobieta, której nie cieszy seks, odpowiedziała sobie na pytanie, co sama może zrobić, by dać sobie przyjemność. Może tak zdarzyć, że w tym momencie nie potrafi być otwarta przed tym konkretnym mężczyzną. I to jest ok. Do satysfakcjonującego seksu potrzebny odpowiedni partner.

 

Gdybyśmy większość ludzi traktowali tak, jak traktujemy siebie, poszlibyśmy do więzienia. Życzliwy stosunek do siebie jest podstawą, by móc czerpać przyjemność z własnego ciała.


Masturbacja rzeczywiście pomaga czy przeszkadza? Przyzwyczajamy się do niej. W końcu, kto wie czego nam trzeba lepiej niż my same. Można się uzależnić, partnera odsunąć na bok…

Pomaga. W katolickim kraju, z jakiego pochodzisz, silnie działa na kobiety tło kulturowe. Na przykład w postaci bardziej bądź mniej świadomego poczucia winy związanego z seksem. Zaakceptowanie samej idei dawania sobie przyjemności jest ważne. Wiele kobiet ma doświadczenie z dzieciństwa, w którym rodzic wchodzi do dziecięcej sypialni i ruga za oglądanie lub dotykanie intymnych miejsc. Taka kobieta 10, 20, a nawet 50 lat później nie daje sobie przyzwolenia na odkrywanie tego, co sprawia jej przyjemność. Ale może to zmienić…

 

Mówisz 50 lat później?

Nigdy nie jest za późno na zmiany. Najlepszym dowodem są badania, które pokazują, że jesteśmy bardziej spełnieni w seksie, w drugiej połowie życia. Pewnie dlatego, że im dłużej żyjemy, tym więcej mieliśmy okazji, by spotkać się ze swoimi ograniczeniami, a to przynosi efekty… Ważne jest, żeby nie przywiązywać się do myśli, że jesteśmy skazani w swoich stałych związkach na nieudany seks. Warto obalać stereotypy. Wszystkim się zdaje, że starsi nie mają życia erotycznego. To bzdura. 60- czy nawet 70-latkowie miewają za drzwiami sypialni naprawdę witalne, interesujące przeżycia. Widziałem w angielskiej telewizji wywiad ze starszą kobietą, której dziennikarz powiedział „to cudowne, że masz przy sobie kogoś z kim miło się czujesz”. A ona na to krzyknęła: „Miło się czujesz?! Mamy dziki seks!”

 

Jak pozbyć się pierścieni mięśniowych i otworzyć się na przyjemność?

Lowen nieustannie wymyślał dla swoich pacjentów nowe ćwiczenia. Sztuka udrażniania energii życiowej, tak by płynęła w ciele swobodnie, stała się jego pasją i misją. Sam ćwiczył niemalże do ostatnich dni, a żył – co znamienne – 98 lat. Jego ćwiczenia nie tylko rozluźniają mięśnie, ale dają praktykującym dostęp do emocji, również tych bolesnych, zablokowanych w zbroi doświadczeń z dzieciństwa. Ważne jest wtedy obserwowanie, w jaki sposób zwracamy się do siebie samych. Co się z nami dzieje, gdy czujemy złość, niezadowolenie, sarkazm. Wielu ludzi podchodzi do siebie naprawdę okropnie. Gdybyśmy traktowali innych ludzi tak, jak traktujemy siebie, poszlibyśmy do więzienia. Im łagodniej do siebie przemawiamy, tym większych przyjemności możemy zaznać.

 

Na czym polegają ćwiczenia bioenergetyczne?

Zachodnie społeczeństwa skupiają energię w górnych partiach sylwetki. Od brzucha w dół jesteśmy często od niej odcięci. Jedno z ćwiczeń pozwalających ożywić miednicę to tzw. „martwy robak”. Leżymy na plecach, wyciągamy nogi w górę, stopy ustawiamy równolegle do sufitu. O nic się nie opierają, musimy pracować mięśniami brzucha, by je utrzymać. Jeśli zostajemy dłużej w tej niewygodnej dla ciała pozycji, nogi zaczynają charakterystycznie drżeć. Jedna partia mięśni walczy wtedy z drugą, by utrzymać nas w tej niewygodzie. Stąd napięcie i trzęsienie. Gdy wibrują nogi, wibruje też miednica. Puszczają skurczone mięśnie, zaczyna lepiej krążyć krew, do tamtego rejonu napływa energia. Witalizujemy miednicę. Zaczynamy ją czuć. Innym na to sposobem jest ćwiczenie „wall-sit”. Opierasz plecy o ścianę. Kolana zginasz w 90 stopni tak, jakbyś siedziała na krześle, tylko tego krzesła nie ma. Na dole poduszka żebyś w razie upadku nie uderzyła w twardą podłogę. Taka postawa powoduje wibracje w nogach i pobudza miednicę.

 

Co z górnymi partiami ciała?

Jeśli też są zablokowane, można wykonać np. ćwiczenie pod nazwą „łuk”. Stanąć w rozkroku na szerokość bioder ze stopami ułożonymi równolegle. Trzeba położyć dłonie na biodrach i wypchnąć miednicę do przodu. Kolana muszą być delikatnie ugięte. Po chwili zaczynamy czuć wibracje w brzuchu i w nogach, potem też w klatce piersiowej i wyżej. Istotne jest, by mieć otwarte oczy. Kiedy je zamykasz, nie wymieniasz energii z otoczeniem i krąży ona w tobie w kółko. Gdy patrzysz na kogoś, twój wzrok staje się ekspresyjny. Wyrażasz nim uczucia. Inne osoby są wtedy jak twój piorunochron. Ty wyładowujesz emocje, ktoś je „uziemia”. Dobrze też jest wydawać podczas ćwiczenia spontaniczne dźwięki, co czyni ćwiczenie bardziej intensywnym.

 

Większość z nas ma znacznie bardziej satysfakcjonujące życie erotyczne w drugiej połowie życia.


Czy krzyk pomaga? Mówi się, że to świetny masaż wewnętrzny.

Chodzi o to, by dźwięki wydawane podczas ćwiczeń były niepohamowane, jak najintensywniejsze, pełne siły. Uwalniamy w ten sposób gniew, rozpacz, agresję, ale także wielką radość. Bardzo często zdarza się, że dźwięk z różnych powodów jest na niższym poziomie, może to być wycie, mruczenie, jęk, śpiew. Nie ma obowiązku się wydzierać. Najistotniejsze, żebyś krzyczała adekwatnie do swojej potrzeby. Żebyś w trakcie wydawania dźwięku doświadczała siebie w sposób prawdziwy. To nie jest żart ani zabawa.

 

Rozluźnianie zaciśniętego gorsetu z mięśni można ćwiczyć w domowym zaciszu?

Trzeba dobrze wykonywać te ćwiczenia, dlatego na początku potrzebna jest pomoc, nauczyciel. Rozumiem, że jeśli ktoś chce osiągnąć większą satysfakcję w sferze erotycznej, może być mu wstyd otwarcie wyrazić taką motywację w obecności terapeuty, a tym bardziej w obecności grupy. Jednak to właśnie terapia grupowa w przypadku pracy z ciałem daje najlepsze efekty. Oczywiście ludzie nie przychodzą na zajęcia, by znaleźć partnera, jednak to wśród innych właśnie próbują się otworzyć, bo inni dają im do tego pole. Słuchamy w grupie opowieści o rozmaitych doświadczeniach, odczuciach czy nadużyciach. Takie mówienie uwalnia nie tylko autora wypowiedzi, ale też słuchaczy. Bo mogą znajdywać w tych wypowiedziach analogie, przywoływać wspomnienia, skojarzenia. Grupowa praca z ciałem to pomysł dla ludzi, którzy chcą się otworzyć, bo czują się ograniczeni. U których dla witalności, seksualności i przyjemności nie ma w życiu wystarczającej przestrzeni.

 

Domyślam się, że rozbrajanie pierścieni to nie jest praca jednorazowa…

To indywidualne, ale rzadko wystarczają jedna czy dwie sesje. Potrzebna jest raczej systematyczna praktyka, która uczy nasze ciało nowych zachowań a umysł – nowych reakcji i przekonań. Nie ma wielkiego sekretu dotyczącego uwalniania orgazmu. Nie istnieje żadna magiczna formuła, która zapewniłaby nagłą zmianę. Niektórzy mają łatwość odczuwania rozkoszy, inni próbują czego się da i wciąż nie szczytują. I tak naprawdę nikt nie wie dlaczego. To są ich osobiste „podróże” i badania. Nie ma łatwych rozwiązań. Gdyby istniały, nie musielibyśmy teraz o tym rozmawiać.

 

Lowen twierdził, że satysfakcja erotyczna ma związek z duchowością. A w jednej ze swoich książek napisał nawet, że seksualność i duchowość są tym samym.

Nie są w sprzeczności, ale też nie są tym samym. Bo nie zawsze pojawiają się w tych samych obszarach życia. Przecież mamy duchowe doświadczenia, które nie mają nic wspólnego z seksem i seksualne, nie związane z duchowością. W purytańskich latach 50. Lowenowi chodziło prawdopodobnie o to, że oba pojęcia mogą się ze sobą łączyć. To, że jesteś istotą seksualną, nie oznacza, że nie możesz być jednocześnie istotą duchową. W tamtych czasach duchowość i seksualność stawiano w ciągłej opozycji. Tymczasem doświadczenie erotyczne, któremu towarzyszy też głębokie przeżycie duchowe czy transcendentne, jak najbardziej leży w zasięgu każdego z nas.

 

Dziękuję za rozmowę.

 

mierzejewska.euMichael Randolph od wielu lat prowadzi dwudniowe warsztaty w Warszawie i 5-dniowe wyjazdowe grupy terapeutyczne pracy z ciałem co 3 miesiące w ramach Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie.