ZJAWISKO

Moda na retro, czyli leczenie nostalgią

Siadamy w knajpie w stylu PRL nad kawą z gruntem, a na balu w klimacie lat 20. w sukience z niską talią zwinnie tańczymy fokstrota. Lubimy spędzić czas nad kryminałem retro, a zdjęcie zrobić polaroidem z lamusa. Tęsknota za przeszłością? Czy coś więcej?


 

mierzejewska.eu

 

Kwadratowa fotografia wysuwa się z aparatu w stylu starego Polaroida, jakie znamy z lat 80. Powoli na niebieskiej powierzchni zdjęcia pojawiają się zarysy postaci. Kolory są niewyraźne, nierzeczywiste, kontury rozmazane. Efekt nieprzewidywalny. Fotografia wędruje na sznurek, gdzie „dojrzewa” przypięte kilkadziesiąt innych. Bankiet, szampan. Otwarcie przestrzeni Project Space w Warszawie w ramach międzynarodowego przedsięwzięcia Impossible Project. Tutaj, w miejscu przyszłych wystaw i wydarzeń artystycznych przy sklepie z materiałami do tzw. fotografii natychmiastowej przy ul. Mysiej zebrał się spory tłumek. Kolejka do zdjęcia. Każdy chce mieć…

 

…fotkę w stylu retro.

– Bo nawet najpiękniejsza, robiona cyfrówką mało kogo już dziś bawi. Zbyt oczywista, technokratyczna, nie kryje w sobie tajemnicy – twierdzi fotograf Rafał Masłow, który przeprowadza tę niecodzienną sesję zdjęciową. – Coraz częściej ludzie wyciągają z szuflad stare aparaty i na przekór wszechpanującemu efektowi fotoshopa powracają do starych technik, które opatrzone są ryzykiem błędu. Nawet najlepsi artyści fotograficy obawiają się opanować nowoczesne technologie do perfekcji w strachu, że ich doskonałe prace stracą magię i poezję.

Okazuje się, że tęsknota do fotografii retro, gdzie efekt nie jest do końca pewny i zaskakuje, daje się zauważyć nie tylko w funkcjach telefonów komórkowych. Unikalne zdjęcia polaroidowe stają się przedmiotem zbieractwa i pasji, towarem z serii najbardziej pożądanych na najznamienitszych aukcjach fotograficznych świata. Jak choćby kolekcja niemieckiego projektanta mody Karla Lagerfelda wyceniana dziś na 6 milionów dolarów. Statystyki mówią też, że stare aparaty polaroidowe ma w domach aż 200 milionów użytkowników na świecie.

– Współczesna fotografia zabija jej wszystkie analogowe aspekty. A my za nimi tęsknimy, bo sami jesteśmy analogowi. Mamy krew i mięśnie, wszystko w nas naturalne. Przedmioty, które nas otaczają i sztukę też chcemy mieć taką – twierdzi Florian Kaps, twórca Impossible Project. Impossible, bo po ogłoszeniu bankructwa firmy Polaroid ten austriacki biolog postawił sobie za cel ocalić starą technologię fotograficzną. Odwiedził ostatnią istniejącą fabrykę w Holandii dwa dni przed tym zanim zgromadzony w niej sprzęt trafił złom i dzięki rozmowom ze starymi pracownikami w ciągu kilku lat odtworzył ponad 80 procesów chemicznych, jakie zachodzą w zdjęciu polaroidowym. Niemożliwe stało się możliwe. Bo „fotografia natychmiastowa”, co prawda już nie pod oryginalną nazwą, ale wróciła na rynek.

 

Powrót do przeszłości

Nawiązywanie do starych technologii, otaczanie się przedmiotami i designem z niedalekiej przeszłości to coraz częstsze zjawisko, rozprzestrzeniające się na wszystkie dziedziny życia – twierdzą kulturoznawcy. Bo już nie tylko odwiedzamy knajpy w stylu PRL, nosimy ubrania vintage, urządzamy wnętrza nawiązując do wystroju domów naszych rodziców czy dziadków. Mamy też zabawy w stylu lat 30., bogatą, coraz bardziej poczytną literaturę retro, nawiązującą do XX-lecia międzywojennego, a nawet retro erotykę, którą możemy oglądać na coraz liczniejszych wystawach i pokazach filmowych. Ta nasilona nostalgia za tym, co przeminęło, zdaniem psychologów, nie jest przypadkowa. Wszystkiemu podobno winne czasy kryzysu, chaosu wartości i destabilizacji.

– Jak dobrze się rozejrzymy, większość z nas żywi ostatnio jakieś sentymenty – twierdzi psycholog i psychoterapeutka Violetta Nowacka z gabinetu terapii Self w Poznaniu. –

– Mechanizm jest prosty. W niepewnej rzeczywistości, którą rządzą niejasne zasady poszukujemy tego co znajome, swojskie i uporządkowane, by się w tym zakorzenić i wzmocnić poczucie bezpieczeństwa. Wracamy myślami do ciepłego dzieciństwa, kiedy wszystkim nam tak samo smakował Vibovit. Albo… do czasów, które charakteryzowały się tym, czego nam teraz brakuje. Komputeryzacja i cyfryzacja pogłębiają izolację i zagubienie w świecie zimnych technologii. Dlatego tęskno nam za muzyką z winylowej płyty, przy której można wspólnie usiąść i napić się wina. Albo za prostym w obsłudze analogowym aparatem.

Nostalgia to przyjemnie zabarwiona, sentymentalna tęsknota za przeszłością. Dawniej uważano ją za niepożądane uczucie, wiążące się z cierpieniem. Dziś liczne badania m.in. przeprowadzone w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej pokazują, że przeżywanie jej przynosi nam korzyści: – Pomaga radzić sobie z problemami, chroni przed depresją i lękiem, także pogorszeniem stanu zdrowia. Ułatwia adaptowanie się do trudnych sytuacji i pozwala lepiej rozumieć siebie i oswoić otoczenie – tłumaczy autorka badania, psycholog dr Anna Braniecka. Również otoczenie pogrążone w recesji.

 

Tęskniąc za peerelem

W kawiarni „Towarzyska” na stołecznej Saskiej Kępie na ścianach jest biała glazura, żelazne haki. Dokładnie, jak w mięsnym z PRL-u. Design miejsca nawiązuje do tamtych czasów, częściowo też menu: – Urodziliśmy się w latach 70. i gdy tu siedzimy, odżywają szkolne wspomnienia – mówią trzy pary, stali bywalcy knajpy. – Robi się swojsko, wesoło, zapominamy o kłopotach z pieniędzmi, bo zaczynamy przerzucać się anegdotami z dzieciństwa. Kochamy peerelowską atmosferę, bo sprzyja wspomnieniom beztroski. Przypomina też, że nic nie trwa wiecznie i że na każdy kryzys przychodzi kres. To nam pomaga ogarnąć rzeczywistość.

34-letnia Beata Stankiewicz projektuje plakaty z bohaterami socjalistycznych dobranocek:

– Design tamtych czasów uspokaja mnie i wprawia w dobry nastrój. Prosty, kolorowy i charakterystyczny nasz polski, a nie przerażająco powszechny, stworzony na użytek globalnej wioski – mówi. Sprzedaje czterokrotnie więcej plakatów Reksia, Misia Uszatka czy Bolka i Lolka, niż pięć lat temu. Można je kupić m.in. w sklepach z PRL-owskimi gadżetami, jak w tym przy ul. Dąbrowskiego w Warszawie czy w „Pan tu nie stał” w Łodzi.

Coraz większą klientelą poszczycić się też mogą tzw. Crazy Guides. Przewodnicy po Nowej Hucie, którzy na wycieczkę w mroczne czasy realnego socjalizmu zabierają turystów prawdziwymi trabantami. W mieszkaniu z lat 70. chętni mogą się napić kawy z gruntem i posłuchać historii o życiu krakowskich robotników.

Nostalgia za PRL-em daje się też mierzyć liczbą klientów w socrealistycznych barach typu „Przekąski, za kąski”, „SAM” na stołecznym Powiślu czy „Solec 44”, nawiązujący do komunistycznej świetlicy, gdzie można zagrać np. w Chińczyka. Coraz większym sentymentem darzymy też nostalgiczne strony na facebooku, jak np. „Osiedle Stegny” gdzie wszyscy, którym przyszło się tam wychowywać, umieszczać mogą stare zdjęcia placów zabaw, drewnianych piaskownic czy trzepaków, między którymi oddawać się mogli beztroskim zabawom.

Zdaniem filozofa kultury dr Radosława Muniaka ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, nostalgia za PRL-em sprawia, że idealizujemy ten okres, niebezpiecznie go zniekształcając: – To negatywne w skutkach, bo utrwalamy zafałszowaną wizję przeszłości. Dowodów nie trzeba szukać daleko. Ponad rok temu zapytano w ankiecie 18-20-latki z czym im się kojarzy PRL. Aż 90% nie odpowiedziało, że to okres historyczny, ale nazwa stylistyki designu – tłumaczy. – Lansujemy tradycję w formie obrazkowej, pomijając negatywne strony czasów, w których panował reżim i nie było mowy o wolności.

– To tzw. asymetria pozytywna pamięci, która woli rejestrować te jasne strony naszych doświadczeń – wyjaśnia psycholog rozwojowy Radosław Kaczan. ­– Sięganie do przeszłości pełni dziś rolę szybkiego poprawiacza nastroju. Bo siadając w grupie przy szklaneczce oranżady, sodowej z syfonu lub Ptysia błyskawicznie łamiemy poczucie izolacji i zaspokajamy potrzebę wspólnoty.

Zaś otaczanie się gadżetami z PRL-u tworzy wokół atmosferę czasów solidarności, lojalności i pomocy, czyli wartości, o których realizację w dzisiejszym zagonionym świecie trudniej niż kiedyś.

 

Cerowanie rzeczywistości

Zdaniem wielbicieli coraz bardziej popularnych imprez w stylu lat 30. do zabawy w nocnych klubach atmosfera dziś nieszczególnie sprzyja. Za to na bal retro, organizowany w centrum Wrocławia, przebrał się każdy. Czerwone szminki, sznury pereł, loki ułożone na sztywno na lakier, pióra i cygaretki czterokrotnie dłuższe od współczesnych papierosów. Takie widoki od kilku lat są na porządku dziennym polskiego karnawału. Muzyka z adapteru, poncz i dużo śmiechu: – Szalony luz możliwy jest tylko w miejscach, jak to – twierdzi Katja, organizatorka imprezy. – Tu nie ma tłumu, w którym się przeciskasz, hałasu, w którym nie możesz rozmawiać, ani dopalaczy, które zaburzają świadomość i zwalają z nóg. Wszyscy tańczą fokstrota, walca, charlestona. Jest flirt w starym stylu, frywolność, inteligentna dyskusja.

– Niektórzy się przebierają, ja wolę odtwarzać klimat tamtych lat. Rekonstruować ówczesną rzeczywistość, by czytelnik mógł się w niej nostalgicznie zanurzyć – mówi pisarz Konrad Lewandowski, autor retro kryminału „Elektryczne perły” czy serii o nadkomisarzu Drwęckim. Jego zdaniem, rosnącą wciąż poczytność książki retro zawdzięczają naszemu marzeniu o powrocie świata mniej chaotycznego i bardziej zrozumiałego: – Jasny podział ról między kobiety i mężczyzn. Klarowne i określone zasady obowiązujące dżentelmena. Takie było XX-lecie międzywojenne. To ulga móc znaleźć się w takim świecie. Nie domyślać się co jest dobre, co złe albo jak się zachować. Ale to nie wszystko. Osobiście tęsknię za tamtym okresem, bo brak mi cyganerii. Wtedy był czas i środki, by przesiadywać w kawiarniach i toczyć dyskusje filozoficzne. Dziś? Niełatwo znaleźć do nich kompana. W „Elektrycznych perłach” opisuję metafizykę Franca Fiszera i jego sławne tyrady, których nikt nie zapisał, bo wszyscy byli zbyt zasłuchani.

Samoakceptacja i poczucie mocy – to dwie potrzeby, które zdaniem socjologa kultury dr Roberta Wyszyńskiego z Uniwersytetu Warszawskiego, staramy się zaspokajać współcześnie z największym trudem. Okazuje się, że tym, czym sobie często pomagamy, jest nostalgia za międzywojniem: – To był przecież chlubny czas naszej historii. Jakże miło mieć w domu fotel z tamtego okresu, portret Piłsudskiego na ścianie albo świadomość, że nasza rodzina miała wtedy pałac wykładany kafelkami. Bo to doskonale podnosi poczucie własnej wartości – tłumaczy. – Pamięć jest po to, żeby czuć się dobrze. Przywołując atmosferę lat 30., przypominamy sobie co znaczy być silnym, bogatym, liczyć się na arenie świata. To dlatego niektórzy mężczyźni z powodzeniem rekonstruują przedwojenne bombowce polskiej produkcji, a kobiety kolekcjonują srebrne zastawy z duszą tamtych lat.

 

 

Dlaczego nostalgia leczy?Przez blisko kilkaset lat uznawano ją za chorobę. Tęsknotę za dawnym życiem kojarzono bowiem z napadami płaczu, brakiem apetytu, nieregularnym biciem serca czy bezsennością. Ostatnio jednak psycholodzy z Uniwersytetu w Southampton stwierdzili, że nostalgia oddziałuje na ludzi kojąco i poprawia stan ich zdrowia. Eksperymentalne badania polegające na wywołaniu nostalgii u ochotników spowodowały u nich wzrost samooceny i przekonanie o byciu kochanym, chronionym oraz wspieranym przez innych ludzi. Autor badań prof. Constantine Sedikides twierdzi, że nostalgia przerzuca pomost między przeszłym a teraźniejszym ja. Tęsknota za tym, co było, wzmacnia pozytywne postrzeganie tego okresu, stąd poczucie ciągłości i znaczenia w życiu.

 

Czym jest retro?

To elementy współczesnej kultury, które pochodzą od… lub są świadomą imitacją trendów w modzie, światopoglądzie i zachowaniu, typowych dla niedalekiej przeszłości, a które były lub są uznawane za niemodne.

 

Artykuł opublikowałam w miesięczniku „Zwierciadło”