PARENTING

Rodzic w pułapce profesjonalizacji

Zajęcia rozwojowe dla dzieci nie są niczym złym, jeśli matki zachowują rozsądek i nie dają wciągnąć się w psychozę sukcesu pociechy. W przeciwnym razie zostają menadżerkami czuwającymi nad dobrą jakością produktu, jakim są maluchy. A ojcowie stają się kontrolerami tej jakości. Hegel powiedział kiedyś, że „matka jest geniuszem dziecka”. To był początek XIX wieku i wtedy było to zgodne z prawdą. To intuicja matek wiodła je przez meandry wychowania. I słusznie. Dziś, ponad 200 lat później matki mają znacznie mniej do gadania w sprawie postępowania z pociechami i… znacznie mniej zaufania do siebie w tej sprawie.


 

Przewijaki w metrze i autobusy, do których wjedziesz wózkiem. Za rogiem mamo-kawiarnia, w klubie sportowym – baby joga. Współczesna kobieta nie ogląda czterech ścian, bo do kina pójść może z niemowlakiem. Macierzyństwo w Polsce sielanką? Nie do końca.

Szał zabawy. W całym mnóstwie kolorowych kulek z plastyku tapla się, niczym w wodzie kilkanaścioro 2-, 5-latków. Salę przepełnia krzyk i harmider. Ale wszystko wskazuje, że słyszą go tylko dzieci. W pomieszczeniu nie ma ani jednej mamy. Za to spod sufitu, na wesołą gromadkę spogląda przez czarny okular… kamera! „Mój Tadzio w zasadzie nie płacze” popijając kawę tłumaczy koleżance przy stoliku drobna brunetka. Jesteśmy w sali obok. Wczesne popołudnie w jednej z popularnych ostatnio mamo-kawiarń we Wrocławiu. „Jeśli czegoś chce, to mówi, a nudzić się nie ma kiedy. Wie pani, tyle zajęć. Wszystkim się interesuje. Proszę spojrzeć” kobiety unoszą wzrok na wielką plazmę na przeciwległej ścianie, gdzie na ekranie widać ich bawiące się pociechy. Pełna kontrola w połączeniu z wygodami miękkiego fotela. Brakuje tylko pilota. Nie tyle do telewizora, co do dziecka.

To nie to, co w Centrum Nauki „Kopernik” na stołecznym Powiślu, gdzie mama nie ma wytchnienia. Do tutejszej „Galerii Bzzz” dla 3-6-latków musi wejść z dzieckiem, które w bogatej scenografii ma szansę dowiedzieć się czegoś więcej o przyrodzie. Na podłodze ślady łap różnych gatunków ssaków i ptaków. Malec zgaduje, mama podpowiada. Na ścianach – guziczki. Można przycisnąć i poczuć woń polnych gatunków kwiatów, szyszki, zapach łosia albo lisa. Tuż obok, z podłogi wystarają drewniane łby psa, węża i ryby. Każdy uzbrojony w binokle. Dziecko może podejść i w nie spojrzeć. Zobaczy świat widziany oczami każdego z tych zwierząt. Jakże inny od jego własnego. Pomysłodawca i dyrektor Centrum Robert Firmhofer zaznacza, że nie planuje organizować opieki animatorek nad maluchami: – Przeczyłoby to idei Centrum Nauki, która zakłada budowanie interakcji między dzieckiem a rodzicem – mówi. – Chodzi o wspólne doświadczanie zjawisk. 3- czy 5-latek poznający świat potrzebuje przewodnika. A badania naukowe pokazują jak na dłoni, że jego mózg rozwija się najlepiej, kiedy jest w towarzystwie rodzica. Opiekun stymuluje malucha dopiero na drugim miejscu.

Bez opiekunek mogą się też obyć mamy-kinomanki. W warszawskim kinie „Muranów” trwa seans. Na ekranie bynajmniej nie film dla dzieci. Raczej ambitne kino, typowe dla tego miejsca. Na sali ponad 20 mam, kilka ma przy piersi niemowlę. Światło nie zgasło, ale jest przyćmione tak, by dziecku można było zmienić pieluchę na jednym z rozstawionych przewijaków. Ale maluchy są wyjątkowo grzeczne. Śpią, bo pozwala na to dźwięk filmu, znacznie cichszy niż podczas tradycyjnych seansów. Przed salą projekcyjną, w holu, panie animatorki zabawiają latorośl w wieku przedszkolnym. A wszystko za jedyne 15 zł, które mama płaci za siebie i pociechy.

 

Grzechem byłoby narzekać…

…bo w końcu to nie to samo, co lat temu dwadzieścia lub trzydzieści. Wtedy matka mogła co najwyżej pospacerować z dzieckiem w parku. Przez resztę czasu siedziała w domu. Dziś jest wszystko: i atrakcyjny plac zabaw i klub sportowy, gdzie idziesz z maluchem i każde z was ma tam swoje zajęcia. Przewijak w metrze, w urzędzie gminy, w kawiarni, toalecie supermarketu. Możesz wyjść z domu, poruszać się po mieście, nakarmić piersią w miejscu publicznym i nikt się nie zdziwi, odetchnąć. Z tej perspektywy macierzyństwo wydaje się być przyjemniejsze niż dawniej. Czyżby? Statystyki nijak tego nie potwierdzają, a socjologowie twierdzą, że jest wręcz odwrotnie. Kultura mamo-kawiarń, nigdzie indziej nie rozwinięta tak dobrze, jak w Polsce, jest ich zdaniem reakcją na współczesny model macierzyństwa, rodzący rozliczne frustracje.

Z największych ogólnopolskich badań dotyczących emocji w macierzyństwie, wykonanych na zlecenie firmy BoboVita wynika, że 25 proc. mam nie ma z kim podzielić się swoimi radościami i troskami, a ponad 80 proc. spotyka się z krytyką ich metod opieki nad dzieckiem.  Z ankiety, przeprowadzonej wśród 28 tys. kobiet, wyłonił się też współczesny obraz dobrej matki. Okazuje się, że przede wszystkim dba ona o rozwój intelektualny dziecka od najmłodszych lat, słucha rad doświadczonych matek, zawsze wstaje w nocy do płaczącej pociechy, jak najdłużej zostaje w domu z dzieckiem zamiast wracać do pracy, sama gotuje dla swoich maluchów i nigdy nie karmi ich gotowymi produktami. Dobra matka znajduje na wszystko czas, ma nieskończoną cierpliwość i daje sobie sama ze wszystkim radę. Nie wynajmuje opiekunki.

– Czy dążąc do takiego ideału możemy być szczęśliwe? – zadaje sobie pytanie Marta, młoda mama trzech córek, która kilka lat mieszkała we Francji. – Tam od wieków niania jest czymś naturalnym i akceptowanym. Podobnie żłobki, których jest bez porównania więcej. W Polsce to trudna decyzja, obarczona poczuciem winy. No bo tylko wyrodna matka oddaje własną pociechę w cudze ręce. Kobieta z dzieckiem w Paryżu, Londynie czy Barcelonie nie idzie do mamo-kawiarni. Idzie po prostu do kawiarni. Nie potrzebny jej cały ten gettyzm, przebywanie w towarzystwie innych mam. A jak chce iść do kina, zamawia opiekunkę, odciąga pokarm i bez żadnych wyrzutów sumienia znika z domu na trzy godziny.

Jak twierdzi psycholog Radosław Kaczan ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, polskie mamy tworzą kawiarniane grupy, by się wzajemnie wspierać i umacniać: – Skoro ich macierzyństwu stawiane są tak wysokie wymagania, nikt tak ich nie zrozumie jak kobiety w podobnej sytuacji. To pozytywny aspekt takich spotkań, które mogą dawać ogromną ulgę – wyjaśnia. – Ale jest też ten negatywny. No bo mamo-kawiarnia to upupiający kontekst bycia rodzicem. Niby jestem na kawie, ale pije ją z pastelowego kubka, siedząc wciąż na małym krzesełku.

Nieodstępowanie dziecka na krok wielokrotnie traktujemy jako obowiązek, a ogłaszane w mediach akcje typu „Zawsze z tobą, mamo!” wzmacniają w nas przekonanie, że nasza stała obecność przy maluchu to warunek jego zdrowia psychicznego i przetrwania w przyszłości. Wszystko wskazuje, że stereotyp matki-Polki jest wciąż żywy: – Zmienił jedynie oblicze – potwierdza dr hab. Anna Giza-Poleszczuk, prodziekan wydziału socjologii Uniwersytetu Warszawskiego. – Kiedyś matka poświęcała się fizycznie, czyli gotowała, prała, sprzątała. Dziś, jak potwierdza Europejski Sondaż Wartości, wywierany na nią nacisk wcale nie maleje, ale rośnie, a ciężar jej poświęcenia przesuwa się ze tzw. sfery gastronomiczno-rzeczowej na emocjonalną. Bo musi być zawsze dostępna dla dziecka, karmić piersią, uszczęśliwiać je i …zapewniać mu ciągły rozwój.

 

Genialne dzieci

Niemiecki filozof Hegel powiedział kiedyś, że „matka jest geniuszem dziecka”. To był początek XIX wieku i wtedy było to zgodne z prawdą. To intuicja matek wiodła je dawniej przez meandry wychowania. I słusznie. Dziś, ponad 200 lat później matki mają znacznie mniej do gadania w sprawie postępowania z własnymi pociechami i… znacznie mniej zaufania do siebie w tej sprawie.

– Międzypokoleniowy przekaz na temat metod wychowawczych i zdanie się na własne wyczucie skutecznie wypierane są przez odkrycia i wyniki badań naukowych – komentuje dr hab. Giza-Poleszczuk. – Dyktują one jasno co robić, by dziecko było mądre i prawidłowo się rozwijało. Zdanie babci czy doświadczonej ciotki, jako to nienowoczesne i nieprofesjonalne, kompletnie się dziś nie liczy.

Do świetlicy kinezjologicznej międzynarodowej sieci TheLittleGym w warszawskim Wilanowie mama może przyjść już nawet z 4. miesięcznym niemowlakiem. Najstarsze latorośle wpuszczane na zajęcia mogą mieć 12 lat. Ideą miejsca jest „rozwijanie różnych umiejętności dziecka w troskliwym i wspierającym otoczeniu bez rywalizacji i wzmacniania potrzeby bycia najlepszym” czytamy na stronie internetowej świetlicy. Zajęcia ruchowe przy muzyce mają tu uczyć dzieci bycia najlepszymi, ale w ramach ich własnych możliwości. „Dzieci zwiększają swoją elastyczność, koordynację, równowagę, mogą też poprawić umiejętność słuchania i koncentracji. Specjalnie przygotowane ćwiczenia i zabawy mogą pomóc maluchom nabrać większej pewności siebie, podnieść ich poczucie własnej wartości lub nauczyć bycia dumnymi z powodu własnych osiągnięć”. A wszystko pod okiem wykształconych pedagogów i według programu ćwiczeń, opracowanego przez Robina Wesa, kinezjologa z RPA.

– Idea piękna, a i mama ma szansę wyjść z domu, urozmaicić sobie czas. Pytanie tylko, czy żeby pomóc dzieciom zdobyć te wszystkie kompetencje, potrzebny jest aż specjalista? – mówi socjolożka dr hab. Joanna Mizielińska ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie. – Przez wieki maluchy nasiąkały tymi umiejętnościami przez obserwację i obcowanie z rodzicami. Ale dziś, wszystko musi być potwierdzone naukowo. Żyjemy w świecie, w którym poradniki dyktują najzdrowszą pozycję snu dla kobiety w ciąży, pozbawiając ją własnej decyzji nawet na ten temat.

Beata, kochająca mama 3-letniego Franka i 2-letniej Krysi, chce dla swoich dzieci jak najlepiej: – Cudownie, że w dzisiejszych czasach tyle wiemy o rozwoju maluchów – mówi. – Dużo czytałam o tzw. wczesnej stymulacji dziecka i cieszę się, że mieszkam w Krakowie, gdzie warsztaty i zajęcia rozwojowe to nie problem. Chodzimy na Baby-Jogę do Instytutu Świadomego Rodzicielstwa i na angielski dla najmłodszych. Z kolei w jednej z mamo-kawiarń co czwartek organizowane są specjalne projekcje obrazków edukacyjnych dla maluchów. Siadamy wszyscy przed telewizorem, na którego ekranie pojawiają się po kolei wizerunki sławnych postaci, a lektor na bieżąco informuje, jak się nazywają. Franek rozpoznaje już Papieża i Margaret Thatcher – stwierdza dumnie. – Nie opuściliśmy jeszcze ani jednej projekcji.

Tymczasem co rozsądniejsi psychologowie namawiają do umiaru: – Nasze dzieci coraz częściej bywają przestymulowane – mówi psycholog Radosław Kaczan. – Doceńmy więc chwile spędzone z nimi nie na mieście, ale właśnie w domu. Chwile samotności i nuda to naturalne doświadczenia, które pomogą im uspokoić się, zasymilować zdobytą wiedzę i rozwinąć własną twórczość. Warto pamiętać, że nicnierobienie jest dla nich niekiedy bardziej wartościowe niż ciągłe uczenie się i intelektualna aktywność.

Niemiecki dziennikarz Robert Lembke w artykule o macierzyństwie pisze: „W obecnych czasach dzieci wprawdzie doskonale wiedzą, skąd przychodzą, za to ich mamy nie mają pojęcia, dokąd idą”.

– Zdając się na ekspertów i przestając słuchać własnej intuicji, kobiety mogą sprawić, że ich macierzyństwo przestanie być spontanicznym, świadomym i przyjemnym doświadczeniem, a zacznie być stresującą instytucją – przestrzega socjolog dr hab. Joanna Mizielińska. –  Coraz bogatsza oferta zajęć rozwojowych dla mam z dziećmi nie jest niczym złym, pod warunkiem, że kobiety potrafią zachować rozsądek i nie dać się wciągnąć w psychozę sukcesu swojej pociechy. Jeśli nie potrafią tego zrobić, zostają menadżerkami czuwającymi nad dobrą jakością produktu, jakim są ich maluchy. Ojcowie stają się wtedy kontrolerami tej jakości. A poza tym cała ta profesjonalizacja rodzicielstwa mało ich dotyczy.

Uważajmy! Bo jak powiedział poeta „ręka, która wprawia w ruch kołyskę, porusza światem”.

 

W tekście wykorzystałam fragmenty swojego artykuły „Z dzidziusiem do kina”, który opublikowałam w miesięczniku „Zwierciadło”