WYWIAD: NAUKA

Są widoki na nieśmiertelność

O tym, czym jest transhumanizm, kapsuła krioniczna, mind uploading i radykalne wydłużanie życia rozmawiam z polską filozofką i socjolożką dr Aleksandrą Przegalińską z Massachusetts Institute of Technology.


Nie uśmiecha mi się umierać. Chcę być nieśmiertelna. Co mogę zrobić?

Możesz zawierzyć jakiemuś metafizycznemu systemowi religijnemu, który ci to zagwarantuje. A mamy takich wiele. Religie monoteistyczne gwarantują nam jakąś formę nieśmiertelności.

 

Ale ja nie wierzę w duchy…

Jeśli interesuje cię nieśmiertelność w postaci fizycznej, w której jesteś aktualnie to możesz zaufać praktykom, łączącym technologię z formą wiary. Na tym etapie żaden jeszcze naukowiec, używając wyłącznie szkiełka i oka nie obieca ci nieśmiertelności. Natomiast są grupy ludzi, które łącząc naukę z metafizyką efektywnie pracują, by ci tę nieśmiertelność umożliwić. Na razie mówimy dopiero o radykalnym wydłużaniu życia. Nie wiem, czy taka opcja cię interesuje?

 

No cóż. Skoro innej nie ma…

Pomyśl o tym inaczej. Transhumanizm zakłada, że w niedługiej przyszłości będziesz mogła wydłużyć sobie radykalnie życie.  Jednakże postęp technologiczny jest tak intensywny, że być może za kilka dekad, których jeszcze dożyjesz, nieśmiertelność będzie możliwa. Technologia może być mostem do nieśmiertelności.

 

Transhumanizm? Co to jest?

Współczesna ideologia, postulująca użycie neurotechnologii, biotechnologii i nanotechnologii do przezwyciężenia ludzkich ograniczeń i poprawy kondycji ludzkiej. Narodziła się w społeczeństwach Zachodnich i jest spadkobiercą oświeceniowych idei, jak wiara w postęp czy rozum. W XVIII wieku wierzyliśmy, że za pomocą nauki i techniki podporządkujemy sobie przyrodę i stworzymy społeczeństwo idealne, które będzie działać jak dobrze naoliwiona maszyna. Transhumanizm nawiązuje do tej filozofii, postuluje jednak przekroczenie człowieczeństwa. Mówi o Człowieku Plus, który miałby posiadać nie tylko te wszystkie cechy, które ma dziś, ale też wiele nowych, osiągniętych dzięki technologii.

 

Jakie na przykład?

Na przykład umiejętność latania albo kondycję fizyczną, która pozwoliłaby mu biegać 80 km/h albo szybciej. Wybitne zdolności intelektualne, obliczeniowe – prawie jak komputer albo wręcz tak, jak komputer. Trans-człowiek ma kierować się w życiu idealnym balansem między rozumem a empatią. Na razie wyobrażamy sobie, pewnie idealizując, że to trochę człowiek wszechmogący, który nie starzeje się ani nie choruje, za to w pełni realizuje swój potencjał. Wiele profesji i zdolności pozwala mu w jednym momencie pracować nad kilkoma zagadnieniami.

 

To teoria, jak w praktyce nauka przyczyni się do tego?

 Niewykluczone, że w przyszłości wszyscy będziemy nosić egzoszkielet, czyli zewnętrzne ciało. Taka technologiczna powłoka, zrobiona z substancji biologicznej, ale też szkła, metalu, stali, wzmacnia siłę mięśni użytkownika oraz tworzy pancerz, który pozostawia ciało nienaruszonym. Na razie egzoszkielety produkowane są na użytek armii oraz do rehabilitacji. Zdarza się, że sięgają po nie osoby, chcące poprawić kondycję. W pogoni za większą wydajnością pracy inwestują w nie duże firmy. Dwa miesiące temu Panasonic wyposażył japońskich robotników w egzoszkielety, dzięki którym mogą nosić cięższe ładunki. To już się dzieje. Egzoszkielety uzupełnimy w przyszłości bionicznymi częściami ciała. Jeśli będziesz miał słabą wątrobę, wszczepią ci bioniczną. Zechcesz sprawniejsze nogi? Będzie szansa na bioniczne.

 

Bioniczne części ciała to protezy?

Nie. Bioniczna ręka nie udaje ręki, ale spełnia wszystkie jej funkcje. Jest ręką, tyle że sztucznie zbudowaną, osiągającą maksimum możliwości. Masz tam sensory, które odpowiadają za to, by mogła ona wchodzić w interakcje z otoczeniem i twoim ciałem. Układ scalony odpowiada za to, by ręka robiła to, co ze chcesz, żeby zrobiła. Kojarzysz biegacza Oskara Pistoriusa? Ma bioniczne nogi. Startował w olimpiadach i był problem. Nie było jasne, skąd jego osiągnięcia. Czy to on biegnie, czy też sukcesy zawdzięcza przede wszystkim robotycznym nogom. Przed takimi problemami będziemy stawać coraz częściej. Bo bioniczne organy będą coraz bardziej dostępne. Ale to nie jedyna oferta, z której możesz skorzystać. Wkrótce rozpowszechni się nanorobotyka. Wyobraź sobie, że twoje ciało nieustająco penetrują małe robociki, monitorując wszystkie uszczerbki na zdrowiu i błyskawicznie je naprawiają.

A nie robi już tego przypadkiem układ odpornościowy?

Transhumanistów to nie satysfakcjonuje. Bo raz organizm zwalczy chorobę, innym razem nie, a oni chcą mieć 100-procentową gwarancję, że będą żyli dłużej. Technologia wkrótce będzie naprawiać ludzki metabolizm. Nasze ciało jak wiadomo produkuje dużo śmieci, które odkładają się w komórkach, powodując choroby. Jest koncepcja, żeby te residua śmieciowe czyścić małymi odkurzaczykami, dzięki którym nie będziemy się starzeć. Za jakiś czas pewnie będzie można je kupić, bo jeden z brytyjskich transhumanistów, bioinformatyk i biogerontolog Aubrey de Gray intensywnie nad tym pracuje. Kilka lat temu udało mu się już stworzyć taki odkurzaczyk dla myszy.

 

Osiągnęły nieśmiertelność?

Nie, ale udało się wydłużyć ich życie średnio o 20 procent, a w przypadku dwóch z nich były to przyrosty 100-procentowe. De Gray zapowiada, że w ciągu najbliższych dwóch, trzech lat przedłuży życie myszy czterokrotnie. Dotychczas w jego eksperymentach te małe ssaki otrzymywały zastrzyki z pewnych substancji. Docelowo wersja dla ludzi przewiduje nanoroboty, które będą przez cały czas kontrolować ciało, zdawać sobie nawzajem relację, jak działasz i czyścić cię. Z kolei polscy uczeni uruchomili ciekawy projekt Nanovelos. Zaprojektowali nanocząsteczki z glukozą, przeznaczone do przemieszczania się po organizmie cierpiącym na raka. Komórki nowotworowe mają ogromny apetyt na glukozę, bo chcą dynamicznie się rozwijać. Rzucają się na te woreczki z glukozą, a tu się okazuje, że uwalnia się z nich cytostatyk. Toksyna, której używa się do chemioterapii. W ten sposób nie zalewa ona całego organizmu, ale uderza prosto w komórki raka. To forma leczenia według wciąż jeszcze obowiązującego paradygmatu. Transhumanizm popiera tego typu projekty, ale jego ambicje są jeszcze większe.

 

Większe? Zmienia definicję człowieka?

Przede wszystkim nie godzi się ze śmiercią. Dzisiejszy paradygmat zakłada leczenie człowieka i zapewnienie mu długiego życia, ale ostatecznie musi on umrzeć. Myśliciele i praktycy transhumanizmu zakładają, że to niesatysfakcjonujące i poszukują sposobów na życie wieczne. Na połączenie człowieka z maszyną. Na przekroczenie człowieczeństwa. Na Człowieczeństwo Plus, osiągnięte na drodze ewolucyjnej zmiany.

 

Z lęku przed śmiercią staniemy się cyborgami?

Raczej ze złości na śmierć. Jeśli sięgniesz po starsze teksty transhumanistyczne, natkniesz się na „Odliczanie do nieśmiertelności” („Countdown to the Immortality”) autorstwa filozofa i futurysty arabsko-belgijskiego pochodzenia, który sam nadał sobie imię FM 2030. To tekst rozpaczy, pełen bólu i miotania się, w którym jako starszy już człowiek pisze: „Nie jestem z tej epoki! Chcę dowiedzieć się, jak wygląda przyszłość! Jestem taki ciekawy. Dlaczego odbieracie mi to poprzez śmierć? Żądam życia!”. W 2000 roku FM 2030 zmarł. Jego ciało zamrożono w ciekłym azocie w komorze krionicznej w nadziei na wskrzeszenie w przyszłości. Za młodu był supersprawnym umysłem i ciałem olimpijczykiem. Jego książka opatrzona jest równie kontestującym komentarzem Aubrey de Graya, który pisze: „Umieram od wielu lat. Codziennie umiera kawałek mnie”. Tam jest gorycz. Nie lęk, ale wściekłość. To zasadnicza różnica między transhumanistami a ludźmi, którzy po prostu boją się zakończyć żywot, mówiąc „szkoda byłoby odchodzić”. Transhumanista reaguje na perspektywę śmierci proaktywnie. Krzyczy: „Nie! Nie ma mowy! Nie zgadzam się na naturalny bieg rzeczy! Chcę sztucznego biegu rzeczy i go stworzę!”

 

Świetnie, powróćmy zatem do praktycznych rozwiązań. Jak jeszcze mogę zawalczyć o nieśmiertelność dostępnymi już dziś środkami?

Możemy porozmawiać o kilku ścieżkach. Najprostszą jest krionika, na którą zdecydował się FM 2030. Procedura ta rozwija się od wielu lat, a polega na zamrożeniu ciała w ciekłym azocie nie dalej jak 4 godziny po stwierdzeniu śmierci po to, by je zachować do czasów większego rozwoju.

 

Podobno Walt Disney oczekuje w ciekłym azocie na lek na raka?

Plotka. Disney prawdopodobnie nie, ale inne prominentne osoby jak najbardziej. To pilnie strzeżone tajemnice. Transhumanistka i projektantka nowych technologii dr Natasha Vita-More, która zarządza jednym z trzech znanych na świecie laboratoriów krionicznych – w Arizonie – powiedziała mi, że opiekuje się ponad tysiącem zamrożonych w kapsułach ciał. W ich żyłach cyrkuluje konserwująca, błękitna substancja M22 zamiast krwi, a głowy po dekapitacji spoczywają oddzielnie. Mózg jako ten najcenniejszy organ jest mrożony osobno. Być może ciała nie da się wskrzesić, ale gdyby udało się odtworzyć siatkę struktury neuronalnej, skan umysłu można byłoby wysłać do sieci. Twoja świadomość mogłaby przetrwać. Co prawda nie naturalnie, ale wirtualnie.

 

Wiesz? Chyba zmieniłam zdanie i jednak wolę umrzeć…

No wiem.  Zabrzmiało jak bezczeszczenie zwłok. W Arizonie nawet zmieniono prawo, zgodnie z którym śmierć nie jest zdarzeniem, lecz procesem. To było konieczne, by laboratorium Alcor mogło funkcjonować. Ma spore doświadczenie i działa od 15 lat. Jeśli się zdecydujesz, możesz wykupić sobie miejsce, płacąc składki przez całe życie albo wnieść opłatę jednorazową. Za ok. 150 tys. dolarów zapewnią ci kapsułę do czasu, gdy będzie można cię wskrzesić w całości, czyli dokonać twojej rezurekcji albo chociaż przeskanować twój umysł i uploadować cię do sieci. Staniesz się nieśmiertelna. Masz jeszcze do wyboru jedno laboratorium w Stanach i jedno pod Moskwą.

 

Marząc o nieśmiertelności miałam na myśli przetrwanie wraz z ciałem i jego tożsamością…

To niewykluczone. Naukowcy pracują na wieloma koncepcjami. Z drugiej strony lepszy rydz niż nic. Jeśli twoje sieci neuronalne będą przeniesione do sieci, będziesz mogła stworzyć sobie awatara. Nie będziesz już fizyczną postacią, ale ciągle będziesz żyć.

 

I będę mieć świadomość, że ja to ja?

Możesz mieć świadomość. Możesz też rozpłynąć się w ogólnej świadomości sieci. To dość ciekawe, że niektórzy transhumaniści to buddyści. Ta frakcja, bardziej lewicowa, żyje i działa na wschodnim wybrzeżu Stanów Zjednoczonych, choć dynamicznie się rozprzestrzenia. Koncepcja wirtualnej nirwany czy rozpłynięcia się w sieci bardzo się im podoba. Możliwość stania się częścią świadomości zbiorowej Hive Mind w komputerze uskrzydla ich. Oczywiście jak tego słuchasz, trudno ci uniknąć skojarzeń religijnych. Bo to jest metafizyczna koncepcja. Wracasz do pramatki, do wielkiego umysłu.

 

Wolałabym na wieki stąpać twardo po ziemi…

Skoro na wieki, mogłabyś zostać beta-testerem i kto wie, co z tego wyniknie. Może nawet nieśmiertelność w twojej własnej skórze? Beta tester to człowiek, który wypróbowuje nowe technologie. Testuje świeże odkrycia biotechnologii, pozwala sobie wszczepiać różne rzeczy, poddaje się działaniu badanych przez uczonych farmaceutyków, mających poprawić wydolność ciała i umysłu.

 

Proponujesz mi zostanie królikiem doświadczalnym?

Coś za coś. A ty byś chciała nieśmiertelności bez radykalnych poświęceń i ryzyka? Jeśli tak, zdecyduj się na rozwiązania pośrednie. Wszyscy transhumaniści zachęcają do zdrowego stylu życia, są często atletami, jak np. Natasha Vita-More i starają się dyscyplinować ciała, by jak najdłużej im służyły. Korzystają z trackerów aktywności – sensorów, kontrolujących stan ich ciała. Puls, poziom cukru, liczbę kroków wykonanych w ciągu dnia. Kontrolują kondycję, poddają organizmy reżimom, dietom, procedurom medycznym. To zarządzanie sobą, samodyscyplina, by doczekać momentu, w którym ludzkość osiągnie tzw. Osobliwość.

 

Co to takiego?

Osobliwość (ang. Singularity) to moment, w którym inteligencja sztuczna przekroczy ludzką w każdym jej aspekcie. Bo to właśnie w wierze w sztuczną inteligencję pokłada się największe nadzieje na nieśmiertelność.

 

Czy pojawi się w jakiejś realnej perspektywie?

Amerykański futurysta, matematyk i autor książki „Nadchodzi osobliwość: kiedy istoty ludzkie przekroczą granice biologiczne” Raymond Kurzweil uważa, że w 2045 roku. Obliczył tę datę na podstawie algorytmu, opisującego wykładniczy rozwój technologii. Uwielbiam dezynwolturę, z jaką podchodzi do tego wszystkiego. Jemu się śpieszy! Ma 67 lat. Uważa, że dożyje setki w swoim ciele, a potem albo wspomoże go krionika albo jakieś inne rozwiązanie, o którym jeszcze nie wiemy. W tej chwili najbardziej interesuje go mind uploading, czyli przeniesienie umysłu do sieci.

 

Już w latach 90. słyszałam o budowaniu mózgu krzemowego w sieci komputera, co miałoby na pewnym etapie jego rozwoju poskutkować samoistnym pojawieniem się duszy. Świadomości, że ja to ja.

To byłaby również Osobliwość. Można ją zdefiniować jako moment, w którym maszyna osiągnie tożsamość, myśli, będzie zdolna do odczuwania i funkcjonowania społecznego. Pojawi się wtedy nowy gatunek. Post-człowiek albo Człowiek Plus. I my się z tym gatunkiem połączymy. Transhumaniści nie mają pomysłu na dwie przeciwstawne kasty: człowieczą i robotyczną, tylko na udoskonaloną istotę ludzką. Pielęgnujemy technologię po to, by z niej skorzystać. Połączyć się z nią i żyć wiecznie. A nie, żeby rasa robotów, jak w ordynarnym filmie s-f, przejęła nad nami kontrolę.

 

Czy jesteś transhumanistką?

Trudno odmówić temu ruchowi uroku. Jestem jego sympatykiem. Intrygują mnie koncepcje, które odnoszą się do przyszłości. Staram się je rzetelnie badać.  Na Facebooku stworzyłam niedawno fanpage Transhumanizm Polska. Nie jest moją aspiracją tworzenie partii transhumanistycznej, jak to się dzieje np. w Szwecji czy Wielkiej Brytanii. Chciałabym raczej stworzyć formację intelektualną, która będzie o tych zagadnieniach rozmawiać, wspólnie publikować. Na razie moja działalność ma charakter popularyzatorski. Fascynuje mnie, że grupa ekscentryków wierzy w nieśmiertelność, połączenie człowieka z maszyną czy wgranie umysłu do komputera. To są koncepcje, które dla wielu brzmią dziwacznie i mało zachęcająco. Mówią często: „Nie! Zostaliśmy stworzeni w pewien sposób, by żyć w pewien sposób. A w życie wpisana jest śmierć”.

 

Nasza kultura nie toleruje bólu i starości. Obawiam się, że statystycznie godzenie się ze śmiercią przychodzi nam coraz trudniej.

Z jednej strony ludzie żyją w kulcie młodości, z drugiej – kiedy im się proponuje mrożenie w kapsule albo rozpłynięcie się w cybernetycznej monosferze intelektualnej, to nie ma entuzjazmu. Transhumanizm, zwłaszcza w Europie, spotyka się z pewnym z oporem.  Część zarzutów rozumiem, ale myślę, że nie należy go odrzucać przedwcześnie. Budują go ludzie, którzy działają twórczo patrząc w przyszłość, a nie powtarzają tylko „życie pokaże” albo „wezmę to, co życie mi przyniesie”. Nie mogę do końca zgodzić się z taką postawą. Uważam, że projektowanie i przekraczanie leży bardziej w ludzkiej naturze, niż bierne godzenie się z tym, co jest.  Zresztą, w jakimś sensie jesteśmy skazani na technologiczny rozwój, czy chcemy tego czy nie. Wielu uważa też, że zawsze byliśmy transhumanistyczni, czyli półnaturalni i półsztuczni.

 

Co to znaczy?

To znaczy, że wspieraliśmy się narzędziami. Ciężko wyznaczyć granicę, gdzie kończysz się ty, a gdzie zaczyna maszyna. Mam pamięć zewnętrzną w laptopie, a tam masę plików, o których nie muszę pamiętać. Czy to oznacza, że mam komputer? Czy raczej, że komputer jest rozszerzeniem mnie? Pamiętasz pierwszą scenę „Odysei kosmicznej”? Kość staje się w niej narzędziem. Może służyć jako młotek do uderzenia. Człowiek odkrywa, że może naturę wykorzystać przeciwko niej. Wziąć sobie coś z przyrody i użyć tego do doskonalenia cywilizacji. Teraz jesteśmy narzędziami otoczeni. Trudno wyznaczyć granicę, gdzie kończy się naturalność, a zaczyna sztuczność.

 

Powłoka cielesna?

Możesz powiedzieć, że tu się kończysz. Ale czy naprawdę? Przecież jeśli pracujesz, wykorzystując jakieś narzędzie, jesteś z nim zjednoczona. Gdy używasz młotka, twoja ręka i młotek tworzą całość. Od początku byliśmy sztuczni. Technika zawsze była z nami. Twierdzenie, że transhumaniści zakłócają bieg rzeczy, tworząc wizję człowieka przyszłości jako robota, jest nieadekwatne. Bo zawsze byliśmy hybrydą, tylko w bardziej siermiężny sposób. A teraz… stajemy się hybrydą subtelną i coraz bardziej złożoną. Bardziej inteligentną, szybszą i wydolną. A w przyszłości, kto wie…  może nieśmiertelną.

 

dr Aleksandra Przegalińska – obroniła doktorat ze sztucznej inteligencji w Instytucie Filozofii UW. Adiunkt w Center for Research on Organizations and Workplaces w Akademii Leona Kozmińskiego. Absolwentka The New School w Nowym Jorku, gdzie badała tożsamość w rzeczywistości wirtualnej. Przewodnicząca Grupy Roboczej ds. Audiowizualnych w Radzie UE.

 

Wywiad ukazał się w miesięczniku „Zwierciadło”